Kilka miesięcy temu skusiłem się na zakup zegarka marki Timex, który skrywa się pod numerem referencyjnym TW2Y12200. Nadszedł czas, by po tym okresie użytkowania napisać o nim kilka zdań. Zegarek należy do linii Timex Q, która obok kolekcji Waterbury wyrosła na wiodącą w portfolio producenta.
Aby zrozumieć fenomen modeli spod znaku Timex Q, musimy cofnąć się do roku 2020. To właśnie wtedy szwajcarski Tissot, odkurzając swoje archiwa z lat 70., zaprezentował model PRX. Zegarek ten wywołał prawdziwe trzęsienie ziemi w branży. Nagle okazało się, że to, czego pragną współcześni klienci, to nie kolejny „nurek” czy klasyczny garniturowiec, ale sportowy zegarek ze stali ze zintegrowaną bransoletą. PRX zdefiniował na nowo kategorię „affordable luxury”, sprawiając, że kanciaste koperty, ostre linie i bransolety płynnie przechodzące w kopertę stały się absolutnym trendem. Każdy producent – od Citizena z modelem Tsuyosa, po Christophera Warda z The Twelve – rzucił się do wyścigu, by uszczknąć kawałek tego tortu.
Gdzie w tym wszystkim jest Timex? Amerykańska marka zrobiła coś sprytniejszego. Zamiast ślepo kopiować PRX-a, sięgnęła do własnego, niezwykle bogatego dziedzictwa. Warto pamiętać, że Timex zapoczątkował modę na retro-kwarc jeszcze przed premierą PRX-a, wypuszczając w 2019 roku reedycję modelu Q Timex 1979 Reissue z bezelem „pepsi”. Tamten model, wyprzedawany na pniu, udowodnił, że „tani kwarc” może być obiektem pożądania kolekcjonerów.
Timex Q Continental GMT to duchowy spadkobierca tamtych sukcesów, ale jest to projekt znacznie dojrzalszy. To nie jest prosta reedycja. To interpretacja stylu lat 70., która wpisuje się w trend zintegrowanych bransolet zapoczątkowany przez PRX, ale robi to na własnych zasadach.
Pierwszy kontakt z Timeksem Q Continental GMT to lekcja geometrii. Koperta nie jest ani okrągła, ani kwadratowa. Mamy tu do czynienia z formą, którą w żargonie zegarkowym określa się mianem „c-shape” lub modyfikowanym „tonneau” (beczka). Jest to kwintesencja designu lat 70., kiedy projektanci zaczęli odchodzić od miękkich linii na rzecz ostrych, industrialnych krawędzi.
Timex trafił w dziesiątkę, jeśli chodzi o proporcje, które dobrze licują z moim nadgarstkiem i wpisują się w trend powrotu do mniejszych rozmiarów kopert. Średnica 39 mm bez koronki to współczesny „złoty środek”, pasujący zarówno na mniejsze, jak i te bardziej obfite nadgarstki. Wysokość natomiast wynosi 45 mm od ucha do ucha. Dzięki temu zegarek dobrze układa się na nadgarstku, co pozytywnie wpływa na komfort noszenia.
Dzięki zastosowaniu mechanizmu kwarcowego profil koperty ma zaledwie 9 mm. Zegarek „klei się” do ręki i z łatwością znika pod mankietem koszuli, co w przypadku modeli z komplikacją GMT wcale nie jest standardem.
Koperta wykonana jest ze stali nierdzewnej 316L. Dominującym wykończeniem jest tutaj surowe szczotkowanie powierzchni. Nadaje ono zegarkowi narzędziowego, szorstkiego charakteru i świetnie maskuje drobne rysy, które nieuchronnie powstaną podczas użytkowania. Monotonię „brutalnej szczoty” przełamują polerowane na wysoki połysk fazowania, biegnące wzdłuż krawędzi koperty. Nie jest to co prawda poziom przejścia pomiędzy powierzchniami, który rzucałby na kolana, ale nie można mu zbyt wiele zarzucić.
Na godzinie 3 znajdziemy niewielką, klasyczną koronkę. Nie jest ona zakręcana, co jest standardem przy wodoszczelności na poziomie 50 metrów. Cieszącym oko detalem jest sygnowanie literką Q, charakterystyczną dla całej serii „Reissue”.
Tarcza zegarka zawsze jest elementem koncentrującym naszą uwagę, a w opisywanym zegarku stanowi – w moim odczuciu – jego najmocniejszy punkt. Tarczę co prawda przykrywa szkło mineralne, ale na samą jakość wykonania i odbiór tarczy nie ma ono wpływu. Projektując cyferblat, zdecydowano się na zastosowanie koloru i faktury, które popisowo grają światłem. Na srebrzystej bieli zastosowano promienisty szlif słoneczny i dodatkowo nałożono koncentryczne giloszowanie w postaci okręgów, przypominających rowki na płycie winylowej. Dzięki temu zabiegowi tarcza mieni się odcieniami od jasnego srebra, przez szarość, aż po biel, w zależności od kąta padania światła.
Ponadto w kwestii indeksów Timex nie poszedł na skróty. Indeksy godzinowe są nakładane. To dosyć wysokie, fasetowane belki o lustrzanym połysku, które łapią nawet najmniejszy promień światła, zapewniając doskonałą czytelność i dodając tarczy głębi. Nie znajdziemy jednak na nich żadnych elementów fluorescencyjnych, co dla sporego grona odbiorców może okazać się wadą. Świecą natomiast – i to chyba jednak zbyt wiele powiedziane – wskazówki. Zarówno godzinowa, jak i minutowa mają klasyczny kształt ołówka. Zostały starannie wypolerowane na wysoki połysk, a wewnątrz nich znajduje się wąski pasek masy fluorescencyjnej. Wskazówka sekundowa w typie „lollipop” została ozdobiona małym prostokątem, który również został wypełniony farbą światłoczułą.
Największym wyróżnikiem omawianego modelu jest sposób prezentacji drugiej strefy czasowej. Zdecydowano się zastosować rozwiązanie typu sub-dial. Na godzinie 6 znajduje się wycięte okno, w którym widoczny jest obrotowy dysk z podziałką 24-godzinną. Aktualną godzinę w drugiej strefie wskazuje mała, czerwona strzałka nadrukowana tuż pod napisem GMT. Wskazanie godziny w drugiej strefie ustawiamy za pomocą koronki ustawionej w pierwszej pozycji, kręcąc nią w kierunku „do siebie”. To rozwiązanie dyskretne, efektowne, eleganckie i niezwykle rzadko spotykane w tym przedziale cenowym.
Ponadto za sprawą koronki, kręcąc nią „od siebie”, mamy możliwość szybkiej korekty daty, której okno zlokalizowano na godzinie 3. Całość kompozycji pod godziną 12 wieńczy sygnatura Timex, nad którą dominuje nałożona literka „Q” oraz napis QUARTZ pod oknem wskazania komplikacji drugiej strefy, który dobitnie informuje o rodzaju zastosowanego mechanizmu.
Zegarek dostarczany jest na pasku z czarnej gumy syntetycznej. Jego faktura (plecionka – basket weave) oraz perforacje to bezpośrednie nawiązanie do legendarnych pasków typu „tropic”, które były szeroko stosowane w zegarkach nurkowych w latach 60. i 70.
Pasek jest miękki, elastyczny i nie łapie kurzu tak mocno jak tanie silikony. Komfort noszenia oceniam wysoko, bo dobrze się układa i dobrze stabilizuje lekką kopertę na nadgarstku. Problematyczna może być wymiana gumy. Nie dość, że producent nie sprzedaje jej jako akcesorium, to dodatkowo znalezienie zamiennika może okazać się bardzo trudne, gdyż pasek, choć ma 21 mm szerokości, to przy łączeniu teleskopem z kopertą ma ich ledwie 12.
Do tego szlufki i klamerkę dobrano jak pięść do nosa. Dziwna to decyzja, jakby ktoś uznał, że na jakimś etapie trzeba przypomnieć użytkownikowi, że to zegarek budżetowy i nie można mieć w takiej cenie wszystkiego. Co prawda jedna z dwóch szlufek jest sygnowana wytłoczoną literką „Q”, ale nie zaciera to wrażenia, że są zbyt „klockowate” i nie pasują do jednak filigranowej konstrukcji zegarka. Na „dobitkę” dołożono wyobloną klamerkę w całości wykończoną polerowaniem na wysoki połysk. Całkowicie niezrozumiała decyzja zapewne podyktowana wytycznymi płynącymi z tabelki w Excelu.
Timex Q Continental GMT to, mimo swoich wad, projekt w ostatecznym rozrachunku całkiem udany. Z jednej strony to budżetowy kwarc, z drugiej projekt niezwykle estetyczny, którego nie powstydziłyby się marki wielokrotnie droższe. W świecie zdominowanym przez efekt PRX-a, w którym każdy próbuje sprzedać zintegrowaną bransoletę, Timex proponuje coś nieco innego. Coś swojego i niespotykanego na półkach, które okupują projekty nisko- i średniopółkowe. To wpisuje się w prowadzoną od pewnego czasu politykę tego producenta, który przeżywa wzlot, tworząc ciekawe i nieźle wycenione zegarki, bazujące na projektach i nostalgii do estetyki lat 70.
Czy znajdzie się coś lepszego od Timeksa utrzymanego w podobnej estetyce i w zbliżonych widełkach cenowych? Prawdopodobnie tak, jeśli szuka się czegoś bez historii i własnego DNA na chińskich platformach sprzedażowych, ale akurat w tej materii nie mam zbyt dużego doświadczenia. Z tego powodu bez wahania rekomenduję rzucić okiem na propozycje z katalogu amerykańskiego producenta.
Łukasz "Gondi" Grządziela
sprawdź Instagram
wejdź na grupę
wyślij maila
~ Johann Wolfgang Goethe
nie ma wartości równej wartości czasu